twórczość fanów - witaj! Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości.
Forum twórczość fanów Strona Główna                    FAQ
                Szukaj
             Użytkownicy
          Grupy
       Galerie
    Rejestracja
Zaloguj
Strumienie Srebra
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum twórczość fanów Strona Główna -> Fanficki
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Powierniczka Snu
PostWysłany: Wto 18:12, 13 Gru 2005


Dołączył: 13 Gru 2005

Posty: 10
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mezoberazzan

na pewno jest masa błędów i tak dalej.
opowiadanie jest w formie dziennika ... przynajmniej przez prolog ^ ^
życze miłego czytania i mam nadzieje , że to opowiadanko nie będzie takie tragiczne jak mi się wydaje.



Prolog
***
Dziewiąty marca 2300 roku

Noc. Za oknem świat pochowany w bieli zimy , tak kontrastowej z zaistniałą sytuacją, zapada powoli w niespokojny sen. Wojna zabiera coraz większe żniwo ,każdego dnia ginie coraz więcej osób. Za ścian słychać krzyk dzieci które patrzą na śmierć swych rodziców ... nie są okrutni , zabijają od razu i z zaskoczenia , nie delektują się bólem jak my...nie rozumiem ich tyle krwi marnuje się w tych pozbawionych umysłu i duszy ciałach. Czemu się nią nie delektują? Czemu zabieranie komuś życia traktują jako karę ? Dlaczego Ludzie są tacy dziwni? Nigdy ich nie zrozumiem. Czemu przejmują się brakiem słońca i księżyca? Przecież mrok jest piękny...Ludzie to dziwna i słaba rasa , a jednak tak pasjonująca... zazdroszczę im tej beztroskości tej radości z każdej błahostki, tej chęci podejmowania ryzyka, narażania własnego życia dla rozrywki... Nie mogę tego pojąć ja mam przed sobą jeszcze kilka stuleci, i nie potrafię rzucić wszystkiego na jedną szale, po prostu nie potrafię ! Boje się powierzchni ,choć nie jest niebezpieczna, przynajmniej nie tak jak Pomrok ,mimo to obawiam sie jej... Czyżby dlatego , że jest mi obca, czy obawiam się tego ,ze mogłaby mnie zmienić? Zato Ludzie często schodzą tu...na dół ... niemal zawsze umierają , wiedzą o tym , że mało kto jest w stanie przetrwać w mrocznych czeluściach Podmroku, mimo to schodzą tu świadomi swojej zguby .dlaczego ja tak nie mogę? Czy zawsze moje życie będzie powiązane z pierwszym domem...z Barne? Nienawidzę siebie za swoje tchórzostwo…

***
Dziesiąty marca 2300 roku
Kolejne ofiary. Plaga coraz szybciej zbliża się do Massabaro. Czemu nie uciekają ? czemu nie zostawią tego marnego dobytku i nie uciekną ? przecież Oni nie zadadzą im takiego bólu jak zaraza... ona zżera od wewnątrz kawałek po kawałku zadając niewyobrażalny dla ludzkiego istnienia ból. Najdziwniejsze jest to iż nie atakuje nas Drowów... nawet tych przeklętych Farrie ...nie...pochłania tylko tą dziwną rasę ...dlaczego tak dziwnie się czuje ? Tak jakby zależało mi na tej nędznej populacji. Przecież ona nie odgrywa istotnej roli w Wojnie ... Więc dlaczego tak bardzo mnie pasjonują ? Czemu każdy ich ruch , każda śmierć niewinnego dziecka które narodziło się tylko po to aby umrzeć z Ich rąk , pozostawia we mnie rany które z każdą nową ludzką bitwą coraz mocniej krwawią? Dlaczego wciąż pragnę zobaczyć błyskawice przecinającą niebo, czerwone jak krew poległych, zachodzące słońce. Czemu me uszy błagają o szum drzew, rwącą pieśń morza? Przecież kocham tajemniczość i zgrozę Podmroku... te ciemne korytarze gdzie najmniejsze światło może oznaczać twoją śmierć, kocham te wymyślne intrygi które snują moi pobratymcy, byle być wyżej w hierarchii... Kocham te walki o zmroku, nocne morderstwa i purpurowe strumienie krwi spływające po moich dłoniach, które przed chwilą znów zaspokoiły swą żądze mordu... mimo to czuje się uwięziona... , a przecież Podmrok jest taki sam jak nie większy od powierzchni... snuje się więc po nim jak cień...właśnie jak cień... każdy Drow jest właściwie cieniem siebie sprzed dwóch stuleci... zanim zaczęła się Wojna... nie chcieliśmy w niej uczestniczyć ... nie znaliśmy tamtych ras , nie wiedzieliśmy z kim mamy doczynienia ...ale mimo to zmuszono nas. Powierzchnia wydawała mi się wtedy brzydka , niecywilizowana , ... teraz kiedy o tym myślę zastanawiam się dlaczego?...Dlaczego brzydziłam się " Nocy na Górze" czemu nie błagałam Opiekunki Barne o pozwolenie na podróż. Coraz mniej rozumiem swoją rasę... są tak podobni do mnie z zachowania i z charakteru... My nie śpimy nie moglibyśmy podjąć się takiego ryzyka ... to za duży relaks za dużą cenę musielibyśmy zapłacić za tą przyjemność ... my śnimy... czyli zachowujemy jasność umysłu podczas "snu". To jakby trans z którego może nas zbudzić nawet najlżejszy szmer lub obecność innej istoty...Z każdym dniem boje się coraz mniej. być może już niedługo będę gotowa do powitania słońca...

***
Dwudziesty marca 2300 rok

Coś się dzieje ,wyczuwam to wyraźnie . Oni są już coraz bliżej … To dziwne ale nie obawiam się Ich przybycia wręcz przeciwnie Pragnę tego . Będzie to dla mnie próba. Chce się stąd w końcu wydostać, nie wytrzymam dłużej tej pozbawionej prawdziwego sensu życia społeczności, tej ignorancji, to trochę dziwne, przecież sama taka jestem . nie chce się zmieniać … nie potrzebuje zmiany… wiem , że istoty powierzchni nie zaakceptują mnie…
W końcu jestem… drowem, bezlitosnym, okrutnym , drowem … ale… tak naprawdę nie chce ich polubić, o nie…chce czuć nienawiść jak do każdej innej rasy… Czemu Człowiek tak bardzo mnie pochłania…powinnam skupić się na czymś naprawdę ważnym choćby na egzaminach… przecież nie chce umrzeć …” możesz wygrywać wiele razy, ale przegrywasz tylko jeden raz, ponieważ porażka oznacza śmierć …” te mądre słowa powiedział mi kiedyś mój stary mistrz… Ale nie! Moją uwagę non stop zawraca ta dziwna rasa …Koniecznie chce poznać w jaki sposób funkcjonują , poznać ich strukturę, opisać ich rozkład , zapamiętać każdy ich gest, nauczyć się ich religii i nie zmieniać się… Obejrzeć błękitne rozdroża rzek, przytłaczającą potęgę morza… właśnie morze … zdradzieckie ,rwące innym razem spokojne i przyjazne…jednym słowem piękne…
U nas nie ma morza ani gór zato ma my rzeki , adamentium i zdolności jakiej istoty Słońca nigdy nie będą wstanie pojąć … to ponad ich wyobrażenia… Mimo iż zapewne bylibyśmy wstanie wygrać tę wojnę jednym potężnym zaklęciem nie możemy … To dziwne ale nasze zaklęcia nie działają na powierzchni…trochę to poniżające…,że musimy posługiwać się magią Faerie , naszych odwiecznych wrogów … Elfy powierzchni od lat toczą z nami wojny ,
Od dziecka każdy Drow jest uczony nienawiści do „ Przeklętych Faerie” … Matki Opiekunki które od lat przewodzą pierwszymi domami Massabaro , znów zebrały się w Pierwszym domu Menzoberazzan… Menzoberazzan jedno z największych miast Podmroku … wiele razy toczące wojny z powierzchnią … za 26 uderzeń dzwonu pierwsze wojska wyruszą na „łowy”.
Na rzeź , która głęboko odciśnie swe piętno na wymęczonej Wojną ziemi. Wyprawą tą przewodniczyć będzie kapłanka Lolcht, Kassara … tak…jedyna ocalała z wielkiej rodziny Menzoberazzan … jedyna która przetrwała wielki najazd na pierwszy dom… Teraz Baenre to
tylko kupa rozpadających się kamieni… podobno gdzieś pod szczątkami dachu jest ukryte przejście do katakumb… Do największego skarbu Menzoberazzan … przez mieszkańców Massabaro nazwany został „ Pieczęcią Przysięgi” co cokolwiek ma to znaczyć… i cokolwiek to robi jest bezcenne …nikt oprócz starej Baenre…Kassara chcąc uniknąć losu gorszego niż śmierć. Uciekła do nas…do Massabaro… Tam przygarnęła ją Matka Opiekunka domu Barne … heh …teraz rozumiem dlaczego Kassara zgodziła się na „adopcje” … ten dom nie tylko nazwę ma podobną (brak inwencji twórczej od co –dop. elodja) … współczuje jej i modle się za nią… w końcu jest moją…”przyjaciółką” … tak.. jedyna osoba która choć trochę rozumie moje problemy i doskonała towarzyszka przygód w jednym, wyrusza wraz z Drowami i Duergardami… na łowy na Elfy Słońca … będę musiała więc opuścić Podmrok bez niej … być może jeśli przeżyje wrócę po nią… jeśli przeżyje bo nie spodziewam się aby istoty powierzchni obdarzyły mnie sympatią…W końcu jestem drowem, bezlitosnym, okrutnym , drowem … ale… tak naprawdę nie chce ich polubić, o nie…chce czuć nienawiść jak do każdej innej rasy… Czemu Człowiek tak bardzo mnie pochłania…powinnam skupić się na czymś naprawdę ważnym choćby na egzaminach …przecież nie chcę zginąć … „możesz wygrywać wiele razy, ale przegrywasz tylko jeden raz, ponieważ porażka oznacza śmierć” . Tak powiedział mi kiedyś mój mistrz.
My… Drowy, posiadamy umiejętności …tak zwaną przez ludzi „magie”… których Człowiek nigdy nie będzie wstanie zgłębić czy powstrzymać… jeśli doszłoby do ich użycia…ale wtedy człowiek musiałby znaleźć się w Pomroku… to trochę poniżające, że nie możemy używać swojej "magii" poza Podmrokiem , przez co jesteśmy skazani na magie tych przeklętych Faerie. Oni zato posiadają niezwykłą technologię przewyższającą nieco naszą …technologię stworzoną specjalnie do wojny… my zaś mamy idealnie opracowaną taktykę…która dopracowana w każdym szczególe zaprzecza niepowodzeniu misji… Posiadamy bezlitosną armie która pragnie tylko wiecznego rozlewu krwi...
[/i]


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Jiraiya
Gość
PostWysłany: Wto 20:38, 13 Gru 2005






WOW, boskie to... Nawet w Fanficku gdzieniegdzie czuć prozę... Naprawdę świetnie piszesz! Czekam na więcej xP
Powierniczka Snu
PostWysłany: Śro 13:51, 14 Gru 2005


Dołączył: 13 Gru 2005

Posty: 10
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mezoberazzan

Prolog część 4 – ostatnia część prologu..

No i stało się, godzinę temu wyruszyły wojska Kassary …Ja też powinnam ruszać…ale nie mogę jej zostawić… Zaproponowałam jej towarzystwo w wyprawie, ale spłoszyła mnie… „Daj spokój ! lepiej idź i poćwicz trochę , jak wrócę to przetestuje twoje umiejętności” tak… jeśli wrócisz… ostatnio nabrałam obaw co do tej wyprawy … Jeśli Kassara myśli , że ją zostawię na pastwę dzikich krów to chyba ma nie po kolei w głowie … no cóż jakby nie patrzeć wyprawa, wyprawą co prawda inaczej planowałam „odejście” ale no cóż … Musze jeszcze wstąpić po Motili’ego… Tak mistrz broni dystansowej na pewno przyda się w mojej wyprawie, po za tym chłopak ma obsesje na punkcie tak zwanego „Druidzctwa” … Pozostaje jeszcze kwestia Ne , jak na złodziejkę przystało unika wojen i otwartej walki… zdecydowanie woli ciche i niespodziewane zabójstwa… no trudno pora ruszyć po stary skład … Kolejna „przygoda Kręgu Potępienia
Tak jak myślałam…Motilo jak tylko dowiedział się gdzie mam zamiar „odejść” od razu zaznaczył ,ze nie będzie gotował… *mam nadzieje ,że nie dojdzie do takiej konieczności, aby Motilo miał gotować, nie zależy mi na zatruciu pokarmowym, naprawdę*…
”Nie ma sprawy .To co za dwie godziny zbiórka?”
„niech będzie, a Ne też idzie ??” –och, Motilo ten błysk w twoich pięknych zielono-złotych oczach zdradza twoje wszystkie tajemnice…naprawdę powinieneś coś z tym zrobić …
„nie wiem ale chyba tak”- Niech ma głupi nadzieje jeśli jej tak pragnie…
„już nie mogę doczekać się, już nie pamiętam kiedy ostatnio brałem udział w jakiejś bitwie...”- Ja też nie pamiętam …Przez Wojnę nastał między nami „tymczasowy pokój „ …od tego czasu nasze miast ostało się „ostoją spokoju i nudy” ech… no ale cóż … niedługo nie będzie mnie to obchodzić...
***
Z Ne nie poszło tak łatwo , musiałam skłamać ( choć może nie) , że Kassara jest w wielkim niebezpieczeństwie i potrzebuje naszej pomocy. Od razu zerwała się na równe nogi i pobiegła się spakować… ech…więzi która je łączy chyba nic nie jest wstanie przerwać…do dziś mnie
zadziwiają … Tak więc cała nasza czwórka wyruszy dziś na wyprawę ku słońcu …
Kiedy nadejdzie czas ,a światłość i mrok połączą się tworząc portal do innego świata…
***
Wojska Kassary (z nami jakieś 44 metry za nimi) niesamowicie cicho przemierzały pola i wioski , aż dotarły do lasu na skraju miasta. Pod osłoną nocy wojsko rozdzieliło się na cztery oddziały, zadaniem każdego z nich było zaatakować wroga od wszystkich stron … najpierw ruszały wojska Kassary wraz z nami szarżując z frontu … powoli , ostrożnie zbliżaliśmy się do „osady” faerie… skradaliśmy się przez las ,aż doszliśmy do ogromnej polany w sercu lasu, miejsce to emanowało magią i spokojem , nie naruszonym przez wieki… na naszych ustach pojawiły się sadystyczne uśmiechy… to będzie łatwy łup… i przyjemna rzeź … Kassara skinieniem dłoni nakazała swojemu „zastępcy” zakraść się wraz ze trzema swoimi ludźmi do kwatery przywódcy Elfów Światła …
A sama zaczęła zakradać się w stronę osady.. powiedziałam Ne aby wspięła się na drzewo i poszukała ewentualnego zagrożenia… jeśli by go nie było to niech porusza się , po drzewach do wioski, a tam ma mordować elfy nożami i zaklętymi strzałami… Motilo lewitował już spokojnie ukryty pod czarem niewidzialności . w ręku dzierżył jakiś swój kolejny nienormalny wynalazek … aż boje się dowiedzieć co to „coś” ma robić… ostatnim razem ledwo sam uszedł z życiem… nie mówiąc o co po niektórych , których ciała stały się teraz soczystym nawozem dla spragnionej ziemi…
Ja natomiast postanowiłam dostać się do Kassary… lepiej żeby wiedziała choć trochę o tym co zamierzamy zrobić… jeszcze miałaby zawał i co by było … z oddali słychać było krzyk chwalący potęgę Lolcht… trochę nierozsądny sposób przekazywania rozkazów ale no cóż… pierwsze uderzenie nastąpiło z prawej strony… wojska ruszyły z gracją przez pola… gdzieś nad nimi pojawił się z nikąd elfi mag … którego egzystencje zakończył nóź Ne … podobnie jak kilku innych czających się wśród drzew … okazało się , że Elfy Światła wcale nie zostały zaskoczone … wiedziały ,że zostaną zaatakowane . co prawda nie mają pojęcia co ich czeka … sadystyczne uśmiech powiększyły się …lewa i tylnia strona dołączyły się do prawej… my czekaliśmy … z oddali słychać było dogłosy walki i krzyki dowódców… najwidoczniej wygrywaliśmy … Kassara wydała ostatnie rozkazy i ruszyła przed siebie a za nią reszta wojska … Dałam znak Motilo … po chwili Rozległ się niewyobrażalny huk … potem cisza a następnie osadę zasłoniły obłoki gazu… Elfy światła … co dziwne nie my… zaczęły tarzać się z bólu po ziemi. Krzyki rozdarły chwilową cisze … Noże Ne trafiały z zawrotną celnością i szybkością, wbijając się w bezradne ciała swych ofiar…szukałam mojej trzeciej kompanki … była tam … w środku walki… cięcie które zostało we mnie chwile później zadane o mały włos co nie pozbawiło mnie głowy… mój napastnik leżał ułamek sekundy później z zmasakrowaną twarzą … rozpoczęłam inkacjację sekundę później ziemia rozstąpiła się i armia demonów i nieumarłych przyłączyła się do Drowów... ja natomiast stałam z sadystycznym uśmiechem zadowolenia na twarzy…
***
Cięcia Kassary były celne i śmiercionośne Krew naszych wrogów zalewała strumieniami spokojną niegdyś polanę ... Rozradowane Drowy , dające upust swej rządzy mordu , wychwalały Lolcht i „Kapłankę Kassare „ … tak walka dobiegła do końca … W tym też dniu Mroczne elfy oświadczyły światu że ta wojna dotyczy również ich…

***
Mijałam chciwe Drowy ograbiające wioskę faerie. W delikatnym blasku księżyca moi mroczni towarzysze ( Ne i Motilo) zbierali „datki” na naszą podroż . szukałam Kassary. Zaczęłam przeszukiwać miasto, z nieba zaczęły spadać oczyszczające krople deszczu…byłam pewna , że moi pobratymcy będą wysoce zaniepokojeni … przecież nigdy nie spotkali się z czymś podobnym, lecz najwidoczniej byli lepiej przygotowani niż sadziłam .Kassare spotkałam w kwaterach dowódcy wrogiej (przegranej) armii. Pisała właśnie raport z przebiegu bitwy , Gdy zauważyła moje przybycie

- Co ty sobie wyobrażasz !! Czy nie mówiłam ci żebyś nie wtrącała się do tej walki!!- Rdzawo włosa ,aż trzęsła się ze złości.

- mówiłaś, i co z tego? Powiedz lepiej czy podobały ci się fajerwerki Motilo?- gdyby spojrzenie mogło zabijać zapewne właśnie byłabym piękną martwą kupką białka …

-CO !? ty wredna jędzo czyś ty kompletnie oszalała!!? Ta niewydarzona małpa mogła zmieść nas z powierzchni samą swoją głupotą … nie mówiąc już o jego nienormalnych wynalazkach…

-Nienormalnych wynalazkach , które wprawiają Ne w stan zachwytu?? Czy tych które napawają obawą o jego zdrowie.? Daj spokój tak naprawdę nic do nie go nie masz…
-Co ty tu właściwe robisz!??
- przyszłam ci pomóc
-nie pamiętam abym prosiła cię o pomoc!
-To już nie moja wina że zamiast pamięci masz kupe elfiego łajna
-nie prowokuj MNIE!
-A ty się na mnie nie drzyj!!
-nie mów mi co mam robić!!
- To nie moja wina ,że sama nie umiesz tego pojąć!!!
***
Rozchodzące się z oddali krzyki przykuły uwagę dwójki „podróżników” .
Długie czerwone szaty ,które nosili ,ozdobione były dziwnymi znakami… Aura magii która ich otaczała była niemal , że namacalna. Pierwsze promienie słońca rozjaśniły twarze mężczyzn, można było teraz dostrzec, że pierwszy z nich ma długie czarne włosy i kolczyk w kształcie jakiegoś dziwnego wzoru, szczególną uwagę przykuwały jego oczy, jedno niebieskie drugie złote, biła od nich ogromna mądrość i spokój , który w naszych czasach jest rzadko spotykany . Drugi miał krótkie niemal że białe włosy, elfie rysy twarzy i srebrny łańcuszek , którego koniec znikał gdzieś w odmętach szaty … Szli po mokrej, od wczorajszego deszczu, drodze , aż nie doszli do rozdroża i dwóch przydrożnych znaków … Jasnowłosy Elf stanął pośrodku rozstaju dróg … jego usta poruszały się wydając nieme dźwięki zaklęcia. Jego towarzysz rozsiadł się wygodnej, zalanej rosą, trawie nucąc jakąś pradawna piosenkę. Wkoło ich zaczęła pojawiać się czerwona mgła… po upływie dość krótkiej chwili, mgła ta zaczęła przybierać coś na kształt mostu …


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Jiraiya
Gość
PostWysłany: Sob 22:03, 17 Gru 2005






No, no... Coraz ciekawiej xP Pisz dalej, pisz. Już się nie mogę dalszej części doczekać.
Gość
PostWysłany: Nie 14:42, 25 Gru 2005






Gdzieś z boku Ne i Motilo przyglądali się kłótni swoich towarzyszek.
Mina białowłosej wyrażała znudzenie i rezygnacje. Natomiast Motilo wydawał się być rozbawiony złością Kassary
- Ech…one chyba nigdy nie przestaną …-teraz spokojna kłótnia przerodziła się w prawdziwą Wojnę… ich krzyki można było usłyszeć poza terenem lasu…
- A co myślałaś , że tak róże od siebie osoby zaczną nagle skakać sobie w ramiona??- elf spojrzał się w jej stronę z politowaniem w oczach, wiedział, że doprowadza ją to do szału …
Jednak tym razem , była najwidoczniej zbyt pochłonięta rozmyślaniem
- Za kogo ty mnie masz … mam nadzieje , że nie zaczną ze sobą walczyć…-znudzenie w tęczówkach młodej drowki zmieniło się w niepokój…
- Czemu?? Przecież zawsze kończy się tak samo…
- Tak. Owszem. Jedna ląduje w izolatce z powodu braku kontroli ( czyt. Niszczeniu wszystkiego na swojej drodze.), a druga w szpitalu w stanie krytycznym…- jej głos aż ociekał sarkazmem .-Nie mamy na to czasu! Zapomniałeś , że nie wracamy już … przynajmniej na razie… do Podmroku …
- ee… w takim razie chyba powinniśmy je powstrzymać nie sądzisz?
-ech… więc na co czekamy- powolnym , zrezygnowanym krokiem ruszyli ku wciąż kłócącej się dwójce.
***
Dwójka czarodziei szła teraz marmurowym mostem… z oddali słychać było delikatną melodię fleta. W powietrzu unosił się zapach świeżo co upieczonego chleba. Delikatny wiatr bawił się włosami podróżników i trzepotał ich szatami. Spokój ogarnął ich serca i oczy rozbłysły radością… W końcu po tylu miesiącach wędrówki znaleźli swój cel, którym był po prostu … dom…
Cudowna, zapomniana od wieków, kraina znów rozbrzmiała życiem. Piękno ulic , Słodki zapach słodyczy z narożnego sklepu. Śmieszne różowe misie na wystawie w sklepie pana Rener. Piękna córka miejscowego jubilera… wszystko pozostało nietknięte przez wojnę… mieszkańcy miasta wciąż mogli cieszyć się „wolnym” życiem. Mijali najrozmaitsze domy i sklepy aż doszli do starej zardzewiałej bramy. Popchnęli delikatnie żelazne wrota i wkroczyli na kamienne schody. Wspinali się po nich, w końcu doszli do wielkiego drzewa , którego korona znikała gdzieś w chmurach. Niby nic w tym nadzwyczajnego . Tylko, że drzewo to miało drzwi , a jego konar otaczały drewniane schodki, no i miał okna. Miejscami kora została zastąpiona kamieniami. Jasnowłosy elf zapukał w dębowe drzwi. Po chwili ich oczom ukazał się zielonowłosy Niziołek.
- Wejdźcie. Mistrz się was spodziewał – czarodzieje wymienili znaczące spojrzenia, poczym weszli do środka. Znajdowali się w niewielkim pokoju . Po lewej stronie, ustawione zostały dwie biblioteczki, większość z nich mówiła o runach i artefaktach. Na środku stał niewielki stolik z rozrzuconymi w wielkim nieładzie zwojami. Po prawej stała niewielka ławka z zielona poduszką w białe paski. Bardziej z tyłu znajdowały się dębowe schody, naprzeciw ich żelazne drzwi… wyglądały na od dawna nie otwierane … jakby właściciel zapomniał o ich istnieniu… Niziołek zaprowadził ich na drugie piętro. Stanęli przed kolejnymi drzwiami.
- Mistrz was wywoła. Na razie poczekajcie… - rzekłszy to , skłonił się przybyszom i wyszedł
Czarodzieje wydali z siebie zgodny odgłos rezygnacji…
- Jak myślisz długo będziemy czekać? – Jasnowłosy spojrzał na swojego towarzysza
- Nie wiem. Ale nasza sprawa jest… ważna , to prawda, ale nie musi być wykonana od razu…- czarodziej spojrzał w stronę drzwi, jakby chciał się upewnić, że nadal są zamknięte.
- Może masz racje… - w tej chwili drzwi otworzyły się…
***
Ne i Motilo ( po rozdzieleniu kłócących się Drowek. ) patrzyli z wyrzutem na towarzyszki.
- Ech … mogłybyście w końcu przestać się kłócić … Ile można – Ne wyglądała na wysoce znudzoną .
- Zgadzam się. Wasze zachowanie jest wysoce nie rozsądne… zamiast sprzeczać się co chwile mogłybyście wziąć się za przygotowania do Podróży!- Głowa Kassary poderwała się na te słowa.
- Jakiej podróży!?! Czy ja o czymś nie wiem.?
-Gdybyś się na mnie nie rzuciła z wyzwiskami , to bym Ci powiedziała.- odpowiedziała Ameka z grymasem niezadowolenia na twarzy
- Ech… Kass. Ameka mówiła Ci , że chce opuścić Podmrok…
- Acha! O to chodzi! Nie mogliście powiedzieć mi wcześniej??
- Próbowaliśmy!!!
***
Po dość długich wyjaśnieniach i przekazaniu dowództwa zastępcy Kassary – Zare , cała czwórka wyruszyła w podróż , która miała zmienić losy wszechświata.
***
Kiedy nadejdzie dzień, a jasność i mrok połączą się, tworząc portal do innego świata…
***
Czwórka Drowów kroczyła teraz kamienną ścieżką. Właśnie wschodziło poranne słońce oślepiają ich na chwilę. Zielona trawa pod ich stopami , wciąż była mokra od wczorajszego deszczu. Ptaki rozpoczynały swój codzienny koncert. Błękit nieba nie okaleczony żadną chmurą był aż niezwykły na te czasy. Szum pobliskiego strumienia z którego pobrali wcześniej wodę, towarzyszył im , aż do końca lasu… Ameka ( kiedy odzyskała już władzę w zmysłach) przyglądała się temu dziwnemu i obcemu pięknu. Motilo wyglądał na przytłoczonego wolną przestrzenią, w Podmroku nie spotyka się przecież czegoś takiego…
Ne podobnie jak Ameka rozglądała się z zaciekawieniem , lecz nie z zachwytem, dla niej , dla złodziejki, otwarte przestrzenie nie były zbyt kuszące… wola ciemne uliczki Massabaro…
Kassara wygląda na znudzoną i wciąż wściekłą. Po pewnym czasie wypełnionym kompletną ciszą , jej twardy głos przywykły do wydawania rozkazów przeciął cisze.
- No dobra pani. „Wszystko w swoim czasie” gdzie najpierw idziemy??
- Kass uspokój się podziwiaj przyrodę …
- Ameka ! Co ty sobie wyobrażasz! Chyba nie sądziłaś, że istoty powierzchni obdarzą nas miłością?! – Rdzawo włosa wyglądała jakby miała zaraz wybuchnąć – Musimy mieć cel, plan nie możemy przecież pędzić przed siebie …
- Czemu nie? To całkiem niezły pomysł – jakby na potwierdzenie tych słów zaczęła zbiegać z pagórka na którym przystanęli jej , na końcu zrobiła salto i wylądowała na mokrej trawie ze szerokim uśmiechem na ustach. Ne i Motilo patrzyli na to z szerokim uśmiechem i błyskiem w oczach. Kassara wydała z siebie westchnienie rezygnacji…
***
W drzwiach stał zielono brody krasnolud. miał na sobieskórzaną kamizelkę , na ciemnozielonej szacie ,wykończonej złotymi paskami, przepasanej brązowym , skórzanym pasem. Przy pasie znajdowało się kilka worków, jedna sakiewka , dwie fiolki z czerwoną mazią, sztylet oraz zasuszona główka . Szeroki uśmiech na twarzy zwiększył się jeszcze bardziej ujrzawszy przybyszy.
- Horton , Zoil! Jakaż to wielka radość widzieć was powrotem !
- Dla nas również mistrzu , ale czy moglibyśmy przejść do rzeczy?
- Co? Ach tak, owszem zapraszam więc was do środka…
***
Zachód słońca , zachwycił młode Drowy. Wszyscy siedzieli wkoło ogniska , podziwiając ten niezwykły widok. Pomarańczowe promienie , oświetlały łagodnym blaskiem polanę na której zatrzymały się Drowy. delikatny wiatr szeleścił liśćmi czarne kruki wzbiły się jak na zawołanie , jakby chciały pożegnać się ze Słońcem. Rudy lis przebiegł ukradkiem kierując swe kroki ku wiosce ludzi. Słońce zaszło w końcu za horyzont. Nagle powietrze przecięła kula z błota, kończąc swój lot , z pięknym plaśnięciem, na głowie Kassary. Chwilę potem Ameka uciekała już , unikając zaklęć rdzawowłosej
***
Weszli do ciemnozielonego pomieszczenia. Ściany , poobwieszane były roślinami najrozmaitszych gatunków. Na środku pokoju znajdowało się nie znane czarodziejom drzewo. z tyłu, tuż przed ogromnym oknem, stało dębowe biurko, na którym rozrzucone były wszelkiego rodzaju mapy , fiolki i narzędzia ogrodnicze.
- Wejdźcie przybysze i rozgośćcie się.
- Mistrzu…
- herbatki lub soku?
- Ja poproszę- jasnowłosy posłał uśmiech ku krasnoludowi.
- ależ proszę bardzo.- rzekłszy to nalał do dwóch filiżanek zielonej herbaty.
- ekchem. Mistrzu. Chciałem powiedzieć, że potrzebujemy twojej pomocy.
- Mojej? A w czym taki stary piernik jak ja morze przydać się dwóm młodym czarodziejom z najlepszym winkiem na roku? – Zielonobrody posłał im sympatyczny uśmiech.
- Stare pierniki są z reguły najtwardsze.- Jasnowłosy powiedział to pogodnym i lekkim tonem głosu , popijając gorącą herbatkę.- Pyszna herbata.
- * i on mówi to tak spokojnie * - zapewne . mistrzu … potrzebujemy pomocy Druida… trasa podróży prowadzi przez stary las. Bez druida się nie obejdzie. - Mistrz wyglądał jakby się nad czymś głęboko zastanawiał. – Mistrzu ?
-Nie. Nie pomogę wam. Ja nie.
-A-ale dlaczego mistrzu?- czarnowłosy wyglądał jakby miał zaraz się załamać.
- Mistrzu?
- tak Zoil? Co chciałeś?
-po pierwsze chciałem wiedzieć czy da mi pan przepis na herbatę. I Czy pański pomocnik… ten niziołek - dodał zauważając pytające spojrzenie krasnoluda.- nie jest czasem druidem?
-Owszem , i to w dodatku bardzo uzdolnionym. On bardzo kocha naturę – rozmarzył się na chwilę- chcesz go ze sobą wziąć ?
- jeżeli mistrz pozwoli, i oczywiście jeśli będzie chcieć
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum twórczość fanów Strona Główna -> Fanficki Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo


Programosy
Regulamin